niedziela, 8 maja 2016

Troja Północy 17)

Rozebranie torowisk na kwidzyńskiej stacji utrudniło kolejarzom pracę, ale nie złamało ich ducha. Jakby w odpowiedzi na ten akt niszczycielstwa wzmocniono Straż Ochrony Kolei. Nieliczna początkowo grupa pracowników SOK wzrosła nagle do wielkości jednego czy dwóch plutonów. Nie byli to już zwykli strażnicy porządku na stacji i w pociągach. Stali się jak najbardziej zmilitaryzowaną formacją. Szkoleniem tego oddziału zajął się tajemniczy „pan kapitan”., którego sprowadzono do Kwidzyna i zakwaterowano w jednym z budynków w pobliżu stacji. Krążyły pogłoski, że był to przedwojenny oficer Wojska Polskiego. Potwierdzeniem tego mogła być jego typowo wojskowa postawa. Poruszał się sprężyście. Nosił zawsze starannie wyprasowany mundur. Zadbał też o to, żeby i jego wojsko prezentowało się dobrze. Sokiści otrzymali skrojone na miarę mundury. Noszone przez nich karabiny były należycie wypucowane. Wszyscy nosili przy pasach jednakowe ładownice.

Rzadko widywałem „pana kapitana” na ulicy. Pojawiał się czasem na balkonie swojego mieszkania. Z wysokości pierwszego piętra spoglądał na przechodniów z obojętnym wyrazem twarzy. Chyba tylko raz ujrzałem go z bliska, gdy w obstawie kilku umundurowanych sokistów przechodził na pobliski teren tartaku. Jego część spełniała funkcję placu ćwiczeń pracowników SOK. Nie zauważyłem, żeby ci ludzie przychodzili tam w zwartym szyku. Kapitanowi najwidoczniej zależało na tym, żeby dowodzony przez niego oddział nie zwracał zbytnio na siebie uwagi.

W czasie zbiórek sokiści ćwiczyli musztrę jak wojsko.  Obserwowałem ich z pewnej odległości. Najczęściej stali w dwuszeregu, wielokrotnie wykonując powtarzane do znudzenia komendy: „Do nogi broń!”, „Prezentuj broń!”, Na ramię broń!”. Ćwiczyli też zwroty: w lewo, w prawo, ale nigdy nie  maszerowali, bo nie mieli na to dość miejsca na tym dziko porośniętym krzewami terenie.

Szkolony przez „pana kapitana” oddział zainteresował oczywiście mieszkańców okolicznych domów. Zastanawiano się, po co utrzymuje się aż tylu uzbrojonych strażników przy niewielkiej stosunkowo stacji. Po jakimś czasie zaczęto mówić ze złośliwymi uśmieszkami, że „pan kapitan” szykuje sobie wojsko na trzecią wojnę światową. Te żarty ktoś chyba potraktował poważnie, bo w jakimś momencie skończyły się musztry, a kapitan przestał się pojawiać. Możliwe, że pod jakimś zarzutem został aresztowany albo najzwyczajniej wyjechał z Kwidzyna.

Edwin Walter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz