niedziela, 14 lutego 2016

Troja Północy 5)

Kwidzyn w okresie bitewnych zmagań Armii Czerwonej z wojskami hitlerowskimi o Prusy Wschodnie i Pomorze, przypominał pod pewnymi względami mityczną Troję. To położone nad Wisłą miasto, zostało bowiem jak Troja zdobyte podstępem, a następnie spalone. W dojściu do takich skojarzeń pomogła mi lektura wspomnień dowódcy II Frontu Białoruskiego, marszałka Konstantego Rokossowskiego pt. „Żołnierski obowiązek“. Rzecz jasna, walczącym stronom nie chodziło o żadną Helenę. Sądzę zresztą, że Rokossowski zawsze miał przy sobie jakąś swoją Marusię. Szkoda, że nie napisał o tym, bo nie wiemy, jak wyglądało w czasie walk frontowych uczuciowe życie tego bohatera, jeśli w ogóle miał takie. W omawianym tekście jest więcej, bardziej rażących luk, takich jak to, że nie wymienił ani razu polskiej nazwy Kwidzyna, czy też używanej przez Niemców nazwy Marienwerder. Niestety, nie potrafię wyjaśnić, dlaczego autor okrył to miasto mgłą tajemnicy, chociaż je zdobył i przez kilka miesięcy utrzymywał w nim swoje stanowisko dowodzenia. Na ten temat można snuć tylko domysły.

Kwidzyn został zajęty przez wojska sowieckie w stanie nienaruszonym, o czym powiedzieli mi pierwsi polscy osiedleńcy. Daleka więc od prawdy jest informacja podana w drugim tomie Encyklopedii Powszechnej Państwowego Wydawnictwa Naukowego, wydanym w 1974 roku, że to miasto zostało zniszczone w toku działań wojennych. Wydawca nie pomylił się tylko w tym, że były to około 50-procentowe zniszczenia. Jak już wiemy, zostały one spowodowane bezprzykładną akcją podpaleń, przeprowadzoną po wycofaniu się Niemców z Prus Wschodnich i Pomorza, na kilka dni przed zakończeniem II Wojny Światowej.

Zastanawiający jest fakt nagłej rejterady wojsk niemieckich z Kwidzyna, który według pierwotnych planów miał spełnić rolę twierdzy, podobnie jak oddalone po około trzydzieści kilometrów od Kwidzyna miasta Grudziądz, z jednej strony, i Malbork z drugiej. Był tam łańcuch specjalnie przygotowanych umocnień obronnych, ciągnący się od Torunia wzdłuż Wisły i Nogatu i dalej na północ po Gdańsk i Gdynię oraz Elbląg.

O niemieckich planach, co do obrony Kwidzyna, mogły świadczyć pozostające długo jeszcze po wojnie na poboczach niektórych jego ulic, żelbetowe bunkry dla strzelców i gniazd karabinów maszynowych. Najdobitniejszym dowodem tego, że Kwidzyn przygotowywano do obrony, była przeprowadzona w drugiej połowie stycznia ewakuacja całej cywilnej ludności. Mieszkańcom dano 15 minut na spakowanie najniezbędniejszych rzeczy i nie bacząc na panujące zimno, wypędzono ich z miasta.

Sądzę, że w ocenie dowództwa nacierających wojska sowieckich podniosło to wartość Kwidzyna jako przyszłego trofeum, bo z ludnością pozostającą w tym mieście byłyby na pewno jakieś kłopoty.

Swoje wspomnienia marszałek Rokossowski napisał w 1968 roku, tuż przed śmiercią. Nie musiał ukrywać niczego, co wiązało się ze zdobyciem Kwidzyna przez dowodzone przez niego wojska. Jeśli zamącił sprawę, to musiał mieć w tym jakiś cel.

Edwin Walter

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz