Kwidzyn został zajęty przez wojska sowieckie w stanie nienaruszonym, o czym powiedzieli mi pierwsi polscy osiedleńcy. Daleka więc od prawdy jest informacja podana w drugim tomie Encyklopedii Powszechnej Państwowego Wydawnictwa Naukowego, wydanym w 1974 roku, że to miasto zostało zniszczone w toku działań wojennych. Wydawca nie pomylił się tylko w tym, że były to około 50-procentowe zniszczenia. Jak już wiemy, zostały one spowodowane bezprzykładną akcją podpaleń, przeprowadzoną po wycofaniu się Niemców z Prus Wschodnich i Pomorza, na kilka dni przed zakończeniem II Wojny Światowej.
Zastanawiający jest fakt nagłej rejterady wojsk niemieckich z Kwidzyna, który według pierwotnych planów miał spełnić rolę twierdzy, podobnie jak oddalone po około trzydzieści kilometrów od Kwidzyna miasta Grudziądz, z jednej strony, i Malbork z drugiej. Był tam łańcuch specjalnie przygotowanych umocnień obronnych, ciągnący się od Torunia wzdłuż Wisły i Nogatu i dalej na północ po Gdańsk i Gdynię oraz Elbląg.
O niemieckich planach, co do obrony Kwidzyna, mogły świadczyć pozostające długo jeszcze po wojnie na poboczach niektórych jego ulic, żelbetowe bunkry dla strzelców i gniazd karabinów maszynowych. Najdobitniejszym dowodem tego, że Kwidzyn przygotowywano do obrony, była przeprowadzona w drugiej połowie stycznia ewakuacja całej cywilnej ludności. Mieszkańcom dano 15 minut na spakowanie najniezbędniejszych rzeczy i nie bacząc na panujące zimno, wypędzono ich z miasta.
Sądzę, że w ocenie dowództwa nacierających wojska sowieckich podniosło to wartość Kwidzyna jako przyszłego trofeum, bo z ludnością pozostającą w tym mieście byłyby na pewno jakieś kłopoty.
Swoje wspomnienia marszałek Rokossowski napisał w 1968 roku, tuż przed śmiercią. Nie musiał ukrywać niczego, co wiązało się ze zdobyciem Kwidzyna przez dowodzone przez niego wojska. Jeśli zamącił sprawę, to musiał mieć w tym jakiś cel.
Edwin Walter
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz