niedziela, 21 lutego 2016

Troja Północy 6)

Oczyma Rokossowskiego

Wiele wskazuje na to, że dowódcy II Frontu Białoruskiego zależało na zdobyciu Kwidzyna bez wyniszczających miasto walk, aby urządzić w nim następnie silny garnizon, jako oparcie dla służb medycznych, zaopatrzeniowych i niezbędne zabezpieczenie sztabu, którym kierował. O tym mieście wiedział z pewnością wiele już w momencie wkraczania na tereny Prus Wschodnich.

Dowódcy otrzymali zdjęcia lotnicze terenów, w których miały działać i oddziały i związki taktyczne. Zawczasu określono rejony w głębi obrony nieprzyjaciela lub na jego tyłach, które należało zdobyć jeszcze przed nadejściem naszych sił głównych. Specjalnie sformowanym oddziałom szybkim polecono wysuwać się do przodu, obchodzić nieprzyjacielskie węzły oporu, zajmować znajdujące się na drogach odwrotu nieprzyjaciela umocnienia, przeprawy i mosty oraz utrzymywać je do nadejścia sił głównych.”(„Żołnierski obowiązek” str. 428).

Autor wspomnień wymieniał inne jeszcze szczegóły nowatorskiej taktyki, jaką sowieckie wojska stosowały przy zdobywaniu niektórych punktów oporu nieprzyjaciela.

W dywizjach tworzono silne oddziały wydzielone do działań nocnych. Ich zadaniem było nie tracić styczności z wycofującym się nieprzyjacielem, jeśli rozpocznie on odwrót pod osłoną ciemności. Oddziały te, uczepiwszy się nieprzyjaciela o zmroku, powinny były przez całą noc utrzymywać go w napięciu, nie odrywając się od niego nawet o krok.” (str. 428)

Szkoda, że Rokossowski nie wskazał ani jednego miasta, które zdobyto w ten sposób. Myślę jednak, że w przypadku Kwidzyna jakaś sowiecka jednostka specjalna, niewiele różniąca się od współczesnych oddziałów komandosów, mogła zastosować bardziej jeszcze zmyślną taktykę, jeśli doprowadziła do poddania się tej twierdzy bez walki. Gdyby puścić wodze fantazji, to można dojść do wniosku, że wykorzystano pomysł chytrego Odyseusza, jednego z bohaterów „Iliady” i „Odysei” Homera. Jak wiadomo, za jego namową Grecy zbudowali ogromną makietę konia i ukryli w jej wnętrzu oddział wojowników. Swoją „tajną broń” podłożyli pod mury miasta, pozorując przy tym rezygnację z jego dalszego oblegania. Trojanie, nie podejrzewając podstępu, zawlekli tę rzecz przed ołtarz Ateny jako ofiarę. Wojownicy wyszli w nocy z ukrycia, aby podpalić miasto i otworzyć jego bramy.

Przy zdobywaniu Kwidzyna rolę mitycznego konia trojańskiego mógł spełnić oddział żołnierzy przebranych w niemieckie mundury. W swoich domysłach poszedłbym nawet dalej. Z lektury cytowanych wspomnień dowiadujemy się, że przed zdobyciem Kwidzyna, sowieckie wojsko szybkim atakiem z zaskoczenia zajęło stację kolejową w Olsztynie, pokonując znajdującą się tam niemiecką jednostkę zmechanizowaną, o tyle bezbronną, że jej sprzęt bojowy znajdował się na lorach. Były to samochody, opancerzone transportery piechoty oraz czołgi. Nie zdziwiłbym się, gdyby te zdobyczne pojazdy obsadzono sowieckimi załogami. Uformowana z nich kolumna byłaby powitana z otwartymi ramionami przez niemieckich obrońców Kwidzyna.

Rokossowski kilkakrotnie zaznaczył z ubolewaniem, że w komunikatach naczelnego dowództwa niemal zupełnie pomijano działania II Frontu Białoruskiego. Dał też wyraz swojemu zdziwieniu, że w opracowaniach historycznych niewiele napisano o prowadzonych przez niego operacjach, ale sam też – jak już wiemy – poskąpił nam wielu informacji.

Badając teksty jego wspomnień, znalazłem kilka enigmatycznie napisanych zdań, które mogły dotyczyć właśnie Kwidzyna. Na stronie 444, po wzmiance o przełamaniu przez 2 armię uderzeniową potężnie umocnionych rubieży na podejściach do Malborka i jej wyjściu 25 stycznia nad Wisłę i Nogat, autor przechodzi do opisu działań 65 armii, która też w tym czasie dotarła do Wisły i przystąpiła do jej forsowania. We fragmencie tekstu, gdzie powinna się znaleźć nazwa Kwidzyn, autor napisał tylko tyle: „Na niektórych odcinkach rzeki nieprzyjaciel jeszcze nie zdołał zorganizować obrony i osłaniał je niewielkimi siłami. Przyczynił się do tego fakt, że pościg za oddziałami niemieckimi prowadzono dniem i nocą, bez przerwy. Niezwykle użyteczne przy tym okazały się oddziały specjalne, przygotowane do prowadzenia działań w porze nocnej.”

Zaraz po tych kilku zdaniach pojawia się informacja o zaatakowaniu przez tę samą armię twierdzy Grudziądz. Wygląda więc na to, że położony między Malborkiem a Grudziądzem, Kwidzyn został przez Rokossowskiego wyparty z jego pamięci. Najwidoczniej nie chciał napisać, że to średniej wielkości miasto zostało zdobyte bez poważniejszych walk, bo w takim razie musiałby wyjaśnić, kto i dlaczego podłożył ogień pod jego zabudowę.

Marszałek Rokossowski pominął też w swoich wspomnieniach fakt, że w Kwidzynie znajdowało się przez kilka miesięcy jego stanowisko dowodzenia. Było to – moim zdaniem – dobrze wybrane na ten cel miejsce, położone na górze z szerokim widokiem na płaską pradolinę Wisły. Przynajmmniej od tej strony było ono zabezpieczone przed niespodziewanymi atakami wojsk hitlerowskich, które w skomplikowanej sytuacji, jaka wytworzyła się na polach walki w rejonach Prus Wschodnich i Pomorza, stanowiły wciąż poważne zagrożenie, zwłaszcza dla stanowisk dowodzenia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz