niedziela, 10 kwietnia 2016

Troja Północy 13)

Pociągi codziennie przywoziły do Kwidzyna spore grupy ludzi. Były to najczęściej rodziny z dziećmi. Niesiono walizy, torby i toboły. Wśród przybyszów można było też zauważyć samotnych mężczyzn z niewielkimi sakwojażami. Ci szli wolniej od innych, rozglądali się ciekawie dookoła, jakby dokonywali rekonesansu. Niektórzy skręcali w naszą ulicę. W porze przyjazdu pociągu z Grudziądza, była to jedna z godzin popołudniowych, spoglądaliśmy odruchowo przez okno, aby przyjrzeć się nowym twarzom.

Pewnego razu moja matka cofnęła się nagle w głąb pokoju. Wyczułem, że opanował ją strach. Doskoczyłem do okna, aby sprawdzić, kto ją tak zaniepokoił. Zauważyłem plecy oddalającego się mężczyzny. Miał na sobie, niezbyt odpowiedni do pory roku, zimowy płaszcz. Odwrócił na chwilę twarz w moją stronę, patrząc ponuro spod szerokiego ronda filcowego kapelusza. Następnie wzruszył ramionami, a może tylko się przygarbił i przyspieszył kroku.

Mama siedziała przy stole, pocierając dłonią pobladłą twarz. Nie odpowiadała na moje natarczywe pytania. Dopiero po pewnym czasie wyjaśniła mi, że ten zauważony przez nas człowiek mógłby stać się dla nas niebezpieczny, gdyby się zorientował, że został rozpoznany. W czasie niemieckiej okupacji był on znanym w Stryju kolaborantem, pracował w KRIPO, czyli w kryminalnej policji.

Myślę, że on też się przestraszył, widząc w oknie podejrzanie zaaferowaną kobietę. Ja, swoim impulsywnym zachowaniem upewniłem go chyba, że powinien szukać dla siebie miejsca w jakimś innym mieście. I tak właśnie uczynił, bo już nigdy więcej nie ujrzeliśmy tego niespokojnego wędrowca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz