niedziela, 24 kwietnia 2016

Troja Północy 15)

Gdzieś na przedmieściu kilku sowieckich żołnierzy zgwałciło kobietę. Wiadomość o tym zbiorowym gwałcie nikogo specjalnie nie zdziwiła, gdyż było powszechnie wiadome, że to wojsko nie respektuje żadnych ograniczeń w tym względzie. Na zdobywanych terenach gwałcono Niemki, ale ponieważ w Kwidzynie zabrakło kobiet tej narodowości, to wypoczęci i rozswawoleni wojacy zaczęli się dobierać do polskich kobiet i dziewczyn. Słyszałem o kilku jeszcze gwałtach. Mówiło się o tym w naszym domu. Moja mama i jej siostra, dość jeszcze młode i atrakcyjne kobiety miały się na baczności. Z zasady nie wychodziły na ulicę. Przesiadywały w mieszkaniach niczym siostry zakonne w celach klasztornych. Problem zaczął się, gdy mama podjęła pracę. Musiała opanować lęk, aby codziennie przejść dość długą trasę do i ze sklepu.

Z lektury odnośnego fragmentu wspomnień Marszałka Konstantego Rokossowskiego wynika, że wysocy dowódcy wojsk radzieckich starali się przeciwdziałać wszelkiej swawoli żołnierzy. Na stronie 450 przeczytałem m.in.: „Na długo przed przekroczeniem granic Trzeciej Rzeszy omówiliśmy na forum rady wojennej Frontu kwestię zachowania się naszych żołnierzy na ziemi niemieckiej”. Na kolejnej stronie autor rozwinął ten temat szerzej: „Rada wojenna wzywała szeregowców, podoficerów i oficerów, by przestrzegali wzorowego porządku i postępowali godnie, jak przystało radzieckim żołnierzom. Dowódcy i pracownicy polityczni, cały aktyw partyjny i komsomolski nieustannie wyjaśniali żołnierzom istotę misji wyzwoleńczej armii socjalistycznego państwa, jej odpowiedzialność za losy Niemiec, podobnie jak za losy wszystkich innych narodów, które wyzwoliła z jarzma faszystowskiego”.

Gdyby przyjąć, że to nie były tylko puste slogany i że wyższym dowódcom Armii Czerwonej naprawdę zależało na oszczędzeniu cywilnej ludności, to i tak wiadomo, że nie udało się im zapanować nad żołnierskim żywiołem. Nie chcę przez to sugerować, że w Kwidzynie działy się jakieś dantejskie sceny. Był wprawdzie wielki pożar, ale został on wzniecony prawdopodobnie na rozkaz z Moskwy. Za takim przypuszczeniem przemawia fakt, że później nie podpalono już ani jednego domu. Należy przyjąć raczej bez wątpienia, że wywołanie pożogi nie obarcza konta prostych żołnierzy. Oni byli tylko wykonawcami wydanego im rozkazu.

A jeśli idzie o gwałty na kobietach, to po kilku takich, godnych ubolewania incydentach zapanował spokój. Być może tego rodzaju wyczynom przeciwstawiła się „Kontrrazwiedka”, która w pewnym momencie nasiliła kontrolowanie ulic. Jak zauważyłem, wałęsający się pojedynczo czy grupami żołnierze woleli nie narażać się na spotkania z patrolami tej wywiadowczej jednostki. Uciekali, kryjąc się na podwórkach i w ogrodach.

Sprawa ucichła, gdy w mieście rozpoczęły swoją zawodową działalność panie lekkich obyczajów. O jednej z nich mogę co nieco napisać, gdyż zajmowała ona mieszkanie w naszym sąsiedztwie. Przyjechała z Grudziądza, przed wojną miasta garnizonowego, w którym z pewnością nie narzekała w tamtych czasach na brak klienteli. W Kwidzynie przez kilka lat też bardzo dobrze prosperowała. Ładną wysoką kobietę o bujnych kształtach i rudych włosach odwiedzali jakby na wyścigi liczni szeregowcy. Na ogół drobni i niscy Sowieci, chyba dla dodania sobie odwagi, wchodzili do mieszkania „Rudej” najczęściej parami. Pracowała więc ciężko i to zjednywało jej nie tylko podziw, ale i sympatię, co bardziej cnotliwych kobiet, bo dzięki niej oraz jej koleżankom po fachu nie było już gwałtów.

Moja mama tylko raz ciężko się przestraszyła, gdyż jakiś żołnierz pomylił adres i zajrzał przez okno do naszego mieszkania. Skierowałem go do „Rudej”.
„Ruda” odpoczywał tylko w niedziele. Zgodnie z przykazaniem, że należy dzień święty święcić, udawała się na mszę do kościoła, przywdziewając odpowiednio skromny strój.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz